My, ludzie Saturna - czyli czy powineneś uprawiać nekromancję? Odpowiada Jamblich, Picatrix i... ja
Fear is the little-death that brings total obliteration.
I will face my fear.
I will permit it to pass over me and through me.
And when it has gone past I will turn the inner eye to see its path.
Where the fear has gone there will be nothing.
Only I will remain.”
Frank Herbert - Diuna
Jakiś czas temu w gronie znajomych podzieliłam się następującą uwagą: do pracy ze zmarłymi trzeba mieć specjalny mindset. Od razu zostałam zapytana o co mi chodzi.
No właśnie, o co mi chodzi? Postanowiłam się sama nad tym zastanowić.
W dzieciństwie jeździłam na wakacje do Pcimia. Tak, tego Pcimia Dolnego z memów i powiedzonek. Tam, w starym drewnianym domku pośrodku lasów, który wynajmowaliśmy z rodziną, widywałam żołnierza - we śnie i na jawie, jako cienistą postać. Sytuacja zaczęła się robić wyjątkowo dziwna kiedy powiedziałam o tym mamie, a moja mama odpowiedziała: ja też go widuje. Rozmowa się rozwijała i pamiętam, że wtedy bardzo mnie zdziwiło jak różnie na to spotkanie reagujemy. Ona - panicznie się go bała. Ja - potrafiłam w nocy stać w ciemnym korytarzu prowadzącym do toalety i czekać aż on się pojawi.
(Za mandurem panny sznurem, ehehehe.)
Lata mijały. Poznałam Rodzinę Addamsów i Hojraka Tchórzliwego Psa. Produkcje Tima Burtona i ćpuńskie wizje Larsa Von Triera. Słuchałam My Dying Bride i zachwycałam się Corpse Bride. Gdy wybuchł powszechny dostęp do social mediów, oglądałam po kilka razy dziennie Rusty Spoon na jutubie. W szkole? Ulubiona epoka średniowiecze. Młot na czarownice, Rozmowa mistrza Polikarpa ze Śmiercią, Dziady część druga. Wszystko co waliło trupem, turpizmem, dance macabre poruszało mnie trochę bardziej niż to co żywe. Cmentarz stał się moim stylem życia. Passage d'Enfer (z francuska - "przejście do piekła'), perfumy pachnące kadzidłem, marmurową zimną płytą i liliami towarzyszyły mi... w tych radosnych chwilach.
Byłam tym upierdliwym dzieciakiem, który zawsze zadawał trudne pytania o przemijaniu, eschatologii, filozofii. Bardzo lubiłam czytać Apokalipse św. Jana i rozważać jak wygląda życie po śmierci. A wróciwszy na ten cmentarz... Byłam edgy queen bez bycia edgy queen (bo nie nosiłam gotyckich sukienek). Uwielbiałam cmentarze. Chodziłam biegać na cmentarz, na spacery, robić zdjęcia, nawet na randki (spokojnie, obyło się bez seksu na grobach, chałwa bobru). 1 listopada, gdy nekropolia rozświetlała się milionem zniczy, było to dla mnie lepsze niż Boże Narodzenie. Czułam, że ładuje wtedy baterie.
Byłam tym upierdliwym dzieciakiem, który zawsze zadawał trudne pytania o przemijaniu, eschatologii, filozofii. Bardzo lubiłam czytać Apokalipse św. Jana i rozważać jak wygląda życie po śmierci. A wróciwszy na ten cmentarz... Byłam edgy queen bez bycia edgy queen (bo nie nosiłam gotyckich sukienek). Uwielbiałam cmentarze. Chodziłam biegać na cmentarz, na spacery, robić zdjęcia, nawet na randki (spokojnie, obyło się bez seksu na grobach, chałwa bobru). 1 listopada, gdy nekropolia rozświetlała się milionem zniczy, było to dla mnie lepsze niż Boże Narodzenie. Czułam, że ładuje wtedy baterie.
Wiedziałam, że jestem w tym trochę dziwakiem, ale paradoksalnie dopiero gdy weszłam w okult, okazało się jak bardzo.
Widzenie duchów i możliwość wchodzenia z nimi w interakcje przyniosły nowe, nieoczekiwanie obserwacje, na cmentarzach także. A były one następujące: cholera, ludzie najbardziej boją się zmarłych! Tych spowolnionych, osnutych cieniem postaci, cieniste kształty wychodzące ze ścian. Tych humanoidalnych towarzyszy duchowego świata, nie tak odległych od popkulturalnych wizji duchów. Także wśród praktyków! Ale jaja! Wymienając doświadczenia okazało się, że do mnie przychodzą zmarli we śnie stosunkowo często w porównaniu do innych, i dają wiadomości we śnie. Że większość ludzi cmentarz przytłacza. Że wcale do grania w Warhammera Fantasy Battle nie wybrali by Nieumarłych. Że ciemność, która porusza moje serce w najwrażliwszy i najpiękniejszy sposób, kojarzy im się z zagrożeniem.
Zaczęłam się zastanawiać czy moim upodobaniem mogą rządzić jakikolwiek prawidła. Odpowiedź pojawia sią zarówno po pobieżnym jak i szczegółowym przestudiowaniu mojego kosmogramu. Aż pięć planet mam w Koziorożcu którym rządzi Saturn, w tym Księżyc, bardzo mocno wpływający na nasze życie. A biorąc pod uwagę prawidła astrologii chaldejskiej, mój Saturn jest wywyższony, wzmocniony na poziomie +7, i znajduje się w swoim władztwie. Gdy poznałam innych cmentarzolubnych, okazało się, że u wszystkich nas planeta umarłych zajmuje w kosmogramie urodzeniowym szczególne miejsce.
Na pytanie czy można jakkolwiek zweryfikować swoje saturniczne inklinacje oprócz zamiłowania do mroku przychodzi nam w odpowiedzi kilka źródeł. Jamblich pisze, że powinniśmy gromadzić przedmioty związane z Saturnem i zobaczyć jak się z nimi czujemy. Picatrix sugeruje, że powinniśmy przetestować siebie w magii wiążącej, wypędzającej i w klątwach. Chociaż pojawia się tam też złowroga wizja zmagania się z problemami od losu, jest tam też zaznaczone wprost - zajmij się okultyzmem. Odizoluj się od społeczeństwa i działaj! Znajdziemy tam też informację, że korzystając z w.w. kosmogramu urodzeniowego jesteśmy w stanie obliczyć sobie saturnicznego daimona do okultystycznej pracy.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
Czy mam jakiś wniosek? Chyba nie, oprócz tego: przetestuj swoją reakcję na zmarłych sam/a. Zrób czary jak wyżej. Zostań piwniczakiem na dzień czy miesiąc. Nawet, a może przede wszystkim gdy nie lubisz Corpse Bride.

U mnie Saturn, Uran i Neptun w Koziorożcu, I feel you girl :D
OdpowiedzUsuń